Do papieża przybywa delegacja koncernu "Coca-Cola" i proponuje mu milion dolarów za to, by w modlitwie "Ojcze nasz" zamiast "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj" wszyscy modlili się "Chleba naszego powszedniego i Coca-Coli daj nam dzisiaj".
Papież stanowczo odmawia.
Proponują 10 milionów, też odmawia.
Proponują sto mln - papież jest niewzruszony.
Nawet na miliard się nie zgodził.
Wychodzą zrezygnowani.
- Cholera! Ile musieli dać ci piekarze?!
Bóg obserwuje sobie z nieba to, co dzieje się na ziemi, widzi jak chrześcijanie mordują innowierców i pyta się Piotra:
- Dlaczego oni mordują muzułmanów?
- Panie, przecież tak im nakazałeś w starym testamencie
- Ale przecież ja tylko żartowałem...
Oczy boga zwracają się ku jednemu z kościołów, gdzie widzi, jak ludzie klęczą i śpiewają pieśni wychwalające go.
- Piotrze, po co oni śpiewają na moją cześć?
- Myślą, że dzięki temu pójdą do nieba, Panie.
- Ale przecież ja tylko żartowałem...
Następnie bóg spogląda na Watykan, przygląda się opływającym w bogactwa księżom i pyta:
- Piotrze, co to za ludzie?
- To są ci, którzy wiedzą, że żartowałeś, Panie.
Mężczyzna pyta Boga:
-Czemu stworzyłeś kobietę tak piękną?
Na to Bóg:
-Abyś ją kochał.
Mężczyzna pyta znowu:
-Ale dlaczego stworzyłeś ją tak głupią?
Na co Bóg:
-Aby ona pokochała ciebie.
Idzie facet ulicą patrzy a tam strzałka z napisem: "burdel U sióstr Urszulanek".
Hmmm - myśli facet - tego jeszcze nie było.
Wszedł, a tam za ciężkim dębowym biurkiem siedzi stara zakonnica I pyta:
- czego chciał?
- n... No... skorzystać z, z, z U-U-usług...
- płaci TU 500 zł I idzie w te drzwi po prawej.
Zapłacił I poszedł. A tam na końcu korytarza kolejna, już młoda Zakonnica siedzi przy zwyczajnym biurku.
- witam pana.
- witam, chciałem..
- tak, tak wiem, 300 zł i drzwi po lewej.
Zapłacił, poszedł. I na końcu korytarza widzi nowicjuszka siedzi przy stoliczku..
- dzień dobry.
- dzień dobry, chciałem skorzystać z usług.
- ach, tak... 100 zł i te drzwi za mną.
OK, zapłacił, już tyle wydał, to stówa go nie zbawi pomyślał. Wszedł, drzwi się zatrzasnęły, a facet stoi na dworze, nie można już wrócić, bo klamki z tej strony nie ma... Rozgląda się nieco skołowany, a tu mała tabliczka z napisem:
"Właśnie zostałeś wydymany przez siostry urszulanki."
W konfesjonale:
- Proszę księdza! Ja już 23 lata nie byłem u spowiedzi.
Cisza...
- Proszę księdza! Ja już 23 lata nie byłem u spowiedzi.
Cisza...
- Proszę księdza! Czy ksiądz słyszy? Ja już 23 lata nie byłem u spowiedzi!
- Słyszę Cię! Słyszę! Trzeba było jeszcze poczekać dwa lata i miałbyś piękny jubileusz!
Poszedł ksiądz na targ kupić coś do jedzenia, bo miał mieć w parafii wizytację biskupa i biskup miał zostać na kolację.
Podszedł do gościa z rybami i mówi:
- Oj, jaka piękna, duża ryba!
Sprzedawca na to:
- Pięknego skurwiela złapałem, co?
Ksiądz się obruszył:
- Panie, ja wszystko rozumiem - piękna duża ryba, ale żeby zaraz przy księdzu takie epitety wstyd!
Sprzedawca wyjaśnia:
- Ale proszę księdza - skurwiel to jest nazwa tej ryby, tak samo jak płotka, okoń czy pstrąg.
- Aaa no to w porządku. Poproszę tego skurwiela. Przygotuję go na kolację z biskupem.
Przychodzi ksiądz na parafię pokazuje rybę siostrze zakonnej.
Zakonnica:
- O jaka piękna duża ryba.
A ksiądz na to:
- Ładnego skurwiela kupiłem, co?
Zakonnica:
- Ale co ksiądz - takie słownictwo?
A ksiądz wyjaśnia, że to ta ryba się nazywa skurwiel - tak jak inne, płoć czy szczupak.
- Aaaa. to rozumiem.
Ksiądz polecił zakonnicy żeby ta przygotowała skurwiela na kolację z biskupem.
Stoi zakonnica w kuchni, skrobie rybę a tu wchodzi kucharka.
- O jaka piękna duża ryba - mówi kucharka.
Siostra na to:
- Piękny skurwiel, prawda?
- Ależ co siostra? Nie poznaję! - obrusza się kucharka.
A siostra, że ta ryba się nazywa skurwiel - tak jak inne się nazywają, karp czy lin.
Siostra kazała przygotować skurwiela na kolację z biskupem. Wieczorem przyjeżdża biskup, siada przy stole z księdzem i zakonnicą. Kucharka wnosi główne danie - rybę.
Ksiądz biskup:
- Jaka piękna, duża ryba!
Na to proboszcz:
To ja tego skurwiela znalazłem i kupiłem.
Odzywa się zakonnica:
- A ja tego skurwiela skrobałam.
Na to włącza się kucharka:
- A ja tego skurwiela usmażyłam i przyrządziłam.
Ksiądz biskup uśmiechnął się, wyjął z torby litr wódki i mówi:
- Kur**, widzę, że tu sami swoi!